Kobiece oczywistości

Paniom to ja przy każdym spotkaniu dobrze życzę. I pomimo tego, że i w dniu 8 marca nic nie stoi na przeszkodzie abym powiedział kilka miłych słów, a nawet obdarował drobnym upominkiem, to nie ukrywam, że nie widzę sensu w tej wielkiej, kobiecej ekscytacji świętowania raz do roku oczywistości jaką jest kobiecość.

Dziwię się niektórym paniom tym bardziej, że mnie mierzwił by fakt m.in. prawnego usankcjonowania tego święta przez samego Włodzimierza Ilicza Uljanowa, na skutek namolnego przekonywania Aleksandry Kołłontaj, którą współczesne i maszerujące dzisiaj „wyzwolone kobiety” (gdyż nie zawsze mam pewność co do istnienia faktu kobiecości w każdym indywidualnym przypadku) z pewnością mogły by sobie podawać za niedościgniony wzór, gdyby zadały by sobie trud głębszego sięgnięcia do annałów historii. Ciekawostką pozostaje to, że nawet Józef Wissarionowicz gdy przejął władzę uznał „jakość poglądów” feministycznych tej pani za tak istotną dla rozwoju społeczeństwa radzieckiego, a przynajmniej jego kobiecej części, że w szybkim czasie usunął ją nie tyle na margines co do rynsztoka życia politycznego Rosji Radzieckiej.

Dżugaszwili był, cokolwiek można o nim powiedzieć, człowiekiem praktycznym. Doskonale zdawał sobie sprawę, że kto jak kto, ale tak zdolna osoba jak pani Kołłontaj, która opuściła męża i dzieci dla realizowania ideałów socjalistycznych albo „apostołowania”, stosownie do określenia jakie nadał jej znany historyk Norman Davies – „apostołka wolnej miłości”, nie może pozostać niezagospodarowana na gruncie służby w imię socjalizmu i „apostołowania”. „Apostołowanie wolnej miłości” wymagało wprawnego operowania językiem, co pani Kołłątaj w ramach swoich doświadczeń musiała opanować do perfekcji. Jakże ona tym językiem nie operowała, po francusku – norma, ale i po angielsku, niemiecku, szwedzku, norwesku. Fakt, że została „apostołem” albo bardziej formalnie ambasadorem ZSRR w Szwecji i pewnie niczym szczególnym by się nie zasłużyła, gdyby nie powoli wyczerpujące się szczęście wielkiego wodza narodu niemieckiego, które pozwoliło jej na mały epizod w produkcji szpiegowskiej pod tytułem „Himmlera III Rzeszy ratowanie”.

A dlaczego warto wspomnieć i postać „apostołki wolnej miłości”? Przecież honorować oczywistość w postaci kobiecości, winno się co najmniej tak jak i inną oczywistość w postaci męskości. Skoro owe oczywistości mają nieskrywany walor powszechności, jakoś trudno sobie wyobrazić by mogły być okryte innym walorem w postaci specjalności. „Mądrej głowie dość posłowie”, co też czynić wypada zamykając ten wywód o oczywistościach stwierdzeniem, że męskość jakoś nie domaga się wielkiej fali świętowania i nie oczekuje specjalnego dnia. Może to wynika z pewnej natury płci pomieszania, ale dlaczego czasami mam wrażenie, że owa kobiecość byłaby uhonorowana dostatecznie i z pełnym zadowoleniem, gdyby oddać jej jeden dzień w tygodniu na wzór niedzieli? Może dlatego, że tak zwykle kończy się każdy ruch, który za tło ma ów czerwony, dobrze znany kolor.

Zaiste jakoś trudno doszukać się specjalnego uniesienia wśród kobiet, którym składa się tego dnia życzenia (no może poza nastolatkami, którzy wzajemnie wręczają sobie naręcza tulipanów napędzając rynkową koniunkturę swoistym preludium do – tu cytując Kazimierza Pawlaka – „nieuchronnego dążenia do pełnoletności”) czy idąc w odwrotnym kierunku, wielbienia modłą starożytnych Rzymian płodności i macierzyństwa w marcowych Matronaliach, ale otacza nas bredzenie o „apostolstwie wolnej miłości”, alimentach, przemocy, parytetach – jednym słowem o 10 przykazaniach, które zostały nam 8 marca objawione przez portal onet.pl w artykule pt. „Dziesięć rozwiązań, na które nadal czekają Polski”. W końcu jak to Janusz Szpotański tłumaczył ustami Carycy Leonidy w nieśmiertelnym dziele „Caryca i zwierciadło”: „Bo nic nie wzrusza tak Zachodu, jak szum frazesów o wolności. (…) ale bredź przy tym o ludzkości, o Lepszym Jutrze, Wielkim Świcie, a wyjdziesz na tym znakomicie!” – widać wyraźnie, że „dzień kobiet” jest potrzebny, tym bardziej, że już nie „męska szowinistyczna świnia” ale rząd reglamentujący „apostolstwo” czyli rozkładanie nóg bez ponoszenia konsekwencji onego rozkładania, poprzez łamanie demokracji i praworządności, jest głównym wrogiem kobiet w Polsce.

Dlatego będąc w opozycji do rządu, apeluję o niedemokratyczne składanie życzeń paniom nie tylko 8 marca ale i przy każdej, innej okazji, namawiam do zakupu drobnego upominku, i delektowania się komedią intelektualną jaka odbywa się w otoczce dnia kobiet.


Felieton ♦ Magna Polonia ♦ 9 marca 2017r.

Masz coś do powiedzenia:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*