I List do bojowników o powodzenie beznadziejnej sprawy

Moi drodzy Konserwatyści!
Słowo na II niedzielę zwykłą roku C czyli mój pierwszy list do bojowników o powodzenie beznadziejnej sprawy…
Żyjemy w świecie orwellowskiej nowomowy, totalnego rozmiękczenia, ba nawet zdeformowania pojęć. Zagrywka celowa, skuteczna i w zasadzie naturalna, bowiem ma uzasadnienie swej skuteczności w strukturze każdego społeczeństwa.
Czy próbujecie tę ogromną rzeszę społeczeństwa w rozmowie przekonać do swoich poglądów? Na nic zdają się rzeczowe argumenty, poglądy myślicieli czy po prostu logiczny, zdrowy rozsądek! I tak na końcu pojawia się argument, że sakrament konserwatyzmu czyli wolność, szczególnie w ujęciu gospodarczym, to prawie bolszewizm i do tego sprzeczny z nauką społeczną kościoła. O liberalizmie lepiej w ogóle nie wspominać, jeśli chce się nadal posiadać komplet uzębienia.
Dlatego zawsze powtarzam! Nie wychodźcie od szczegółu, a swojego argumentu szukajcie u źródeł w ogóle. Przecież zanim Smith gospodarczo, a Burke społecznie, zaczęli tę piękną ideę zbierać do kupy i dawać podwaliny przyszłym Misesom, Rothbardom, Hayek’om etc. wszystko zaczęło się tam gdzie narodził się III filar naszej cywilizacji łacińskiej – etyka chrześcijańska.
Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli zawiera dwa kluczowe dla konserwatysty cytaty. Jeden dotyczy owej wolności. Szkoda, że większość kapłanów nie ma pojęcia o jakże istotnym przesłaniu zawartym w przypowieści o weselu w Kanie. Ciekaw jestem, jak dobrze znają tę ewangeliczną historię pobożni zwolennicy ograniczania człowieka w jego wolności gospodarczej, w imię jakiegoś wypaczenia myśli narodowej i powołujący się na naukę społeczną kościoła.
Niby wszyscy znamy treść tego fragmenty ewangelii prawie na pamięć. Nie znamy przyczyny przedwczesnego wyczerpania zasobów trunku u młodych nowożeńców. Zaniedbanie, może przeliczenie się w możliwościach biesiadników. W każdym razie poruszone serce Maryi, zapewne z powodu nadciągającej dyskredytacji nowożeńców inicjuje postępowanie naprawcze z udziałem osoby trzeciej – jej syna, zwykłego zaproszonego gościa. Maryja stwierdza, żądając reakcji „Nie mają już wina”. Odpowiedź Jezusa nas zaskakuje. Jest szorstka i stanowcza: „Czy to moja lub twoja sprawa, Niewiasto?”.
Ostatecznie Jezus ulega, oczywiście w imię niczym nie przymuszonej dobroczynności, również kwintesencji postawy wolnościowej. Jednakże wyraźnie wskazuje, że każdy jest panem swojego losu, a nikt obcy nie powinien zajmować się zawartością czyjejś piwniczki, portfela, domu. Nikt nie powinien od osoby trzeciej żądać tego co mu się nie należy. Gdzież jest więc ta nakazana i poparta instytucjonalnym przymusem państwowym solidarność interwencyjna? Może w słowach: „Czy to moja lub twoja sprawa, Niewiasto?”.
I jeszcze drugie czytanie. List św. Pawła do Koryntian. Dotyczy drugiej istotnej dla każdego konserwatysty kwestii i równie spornej z każdym lewicowym ugrupowaniem. Dziwimy się, że ludzie są podatni na machinacje doktrynalne? A może po prostu nie wszyscy są w stanie pewne rzeczy przyswoić? Równość upada zawsze w konfrontacji z indywidualnością i różnością. A dzisiaj słyszeliśmy wyraźnie: „Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.”. Czyli niekoniecznie tak samo…
Dobrej nocy…

Masz coś do powiedzenia:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*