Niejeden z Gęgaczy zapłacze!

Już huczy muzyka, już toczy się bal,
beztrosko gęgają Gęgacze,
a jutro niewczesny zakończy się żart,Lolkobolko
niejeden z Gęgaczy zapłacze!

Bo Cisi się wdarli podstępnie w ten dom
i cicho się skryli w gości kupie,
za chwilę o wszystkim już dowie się Gnom,
nogami ze złości zatupie.

 

 

Tak pisał Janusz Szpotański w swojej „quasi operze” pod tytułem „Cisi i Gęgacze”. Ciekawy jestem czy najbardziej zasłużony Gęgacz w historii naszego nieszczęśliwego kraju zapłacze, czy wszystko zakończy się wesołym oberkiem, tudzież półwesołym krakowiakiem? Ale nie skutek jest najistotniejszy w całej tej sprawie, bowiem każdy ma i tak własne przekonanie o charakterze LOLkoBOLKA, a dla skutków prawnych może znaczenie mieć cała afera nijakie. Istotny jest kontekst sytuacyjny.
Marian Kowalski, słusznie zauważa, że dziwnym jest, iż wdowa po gen. Kiszczaku, mogąc za te materiały dostać duże kwoty pieniędzy od strony zainteresowanej, zwróciła się do szefa IPN w rozmarzonym przekonaniu, wierząc w cudowne poprawienie się jej warunków socjalnych. Mój kolega Conrad Gadomski składa ową niefrasobliwość niewieścią (w świetle nowych informacji wdowa się wypiera propozycji sprzedaży) na karb braku umiejętności nieżyjącego męża. Nie oszukujmy się jednak bowiem wdowa na pewno znała personalia owego zainteresowanego ale i innych LOLkoBOLKÓW. Uprzejmie zakładam, że szafa w mieszkaniu państwa Kiszczaków mieściła na pewno niejedno tomisko (potwierdza to również jakby przez zęby wypowiadający się w mediach przedstawiciel IPN). Znając życie tomiska również były opasłe, a nie odchudzone, jak to miało miejsce po interwencjach już za tzw. (dla zmylenia przeciwnika) Wolnej Polski, gdy do różnego rodzaju siedzib konstytucyjnych organów państwa, w podskokach, niczym podrzędni bibliotekarze, przybiegali ministrowie niosąc pod pachą kilka ciekawych teczek. Moim zdaniem nawet dziwniejsze jest to, że wdowa, szukając gratyfikacji, w metaforze „zaniosła” swoje „zdobycze spadkowe” do IPN, gdyż nie musiała nikomu sprzedawać tych materiałów, a żyć dostatnio opływając w luksusy za samo posiadanie ich w przysłowiowym w złotym milczeniu. Cytując znowu śp. Janusza Szpotańskiego z poematu „Caryca i zwierciadło” należy zauważyć, że w całej sprawie „wyszły (…) śmierdzące dmuchy”, tym bardziej, że zapłakana wdowa już dziś zarzeka się, że wykonywała polecenia zmarłego męża bez chęci uzyskania przysporzeń.
Proszę Państwa kontekst sytuacyjny powala na kolana co najmniej jak (klękajcie Narody!) motywy Ojca Narodu gen. Kiszczaka (włożone w usta wdowy), że „Mój mąż był nastawiony na ochronę polskiego bohatera”. Zapewne bezinteresowna musiała być ochrona bohatera, skoro w dalszym przypływie dobrego nastroju wdowa stwierdza, że dużej wagi międzynarodowej nagroda odebrana przez bohatera jest zasługą jej dobroczynnego męża. (za: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/maria-kiszczak-to-dzieki-mezowi-walesa-dostal-pokojowa-nagrode-nobla/2pkgn1). O proszę Państwa takie stwierdzenie to woda na młyn pana Cenckiewicza, który na razie bawił się w LOLkoBOLKO w latach 70, nie mogąc stwierdzić, że zabawa trwała i po 80 roku, a przynajmniej w taki sposób by ostało się to przed niezawisłym Sądem. Ale nie to jest oczywiście najważniejsze. Człowieka, który chronił bohaterów, załatwiał prestiżowe nagrody i sam Bóg wie jeszcze jakim był filantropem w czasie wylewania fundamentów ustroju naszego nieszczęśliwego kraju, a na pewno dobierał osoby (o czym raczył po raz kolejny w swojej przenikliwości wspomnieć Janusz Korwin-Mikke), które zasiadały po stronie opozycyjnej w czasie igrzysk dla plebsu o roboczej nazwie „obrady okrągłego stołu”, nie można posądzić o brak elementarnego instynktu samozachowawczego. Bowiem cóż było by warte owo filantropijne nastawienie, gdyby pierwszy Sejm na skutek fanaberii (która notabene się z darzyła) pomyślał o wskazaniu karzącą ręką sprawiedliwości na Pana generała i jego najbliższych. Sam Pan generał na pewno nie tylko zapewnił sobie pozycję filantropa, zarówno na emeryturze jak i w zaświatach, z których patrząc kieruje materią stosownie do przewidzianych 50 posunięć naprzód w układzie szachownicy, ale i zachował na czarną godzinę bilet kredytowy, który zapewniał mu nie tylko intégrité physique ale i status majątkowy, w tym godziwą rentę dla małżonki, i to zdeponowany nie w banku tylko w szafie biurowej najlepszego gatunku marki „Czesław” idealnej dla przechowywania dokumentów. Co więc się stało, że wdowa akurat teraz obudziła się i nawet w przypływie dobrego nastroju poczuła, że musi się z kimś podzielić ciężarem zżerającym jej serce i meble oraz co ciekawe realizując życzenie małżonka, które jej się teraz objawiło?
Kontekst sytuacyjny powinien zawsze odwoływać się do faktów, które znamy. I tu znowu nawiązanie do cytatu o Gęgaczach, Cichych i Gnomie. Szereg naszych bohaterów siedzących przy okrągłym stole, później tworzyło ustrój naszego nieszczęśliwego kraju. Główny Gęgacz, przez pierwsze lata, był niezwykle potrzebny, bowiem żerował i pilnował budowy najwspanialszego państwa na świecie (no może poza tym położonym w Palestynie). Potem mógł ze spokojem przejść na emeryturę. Do czasu gdy nasz największy sojusznik, szykując się do przetasowania na skalę ogólnoświatową, wydał ogromne pieniądze, by nie bawić się w interesy załatwiane pod stołem ze Starymi Kiejkutami, oficjalnie zapłacił za ustanowienie w kolonii urzędu Wicekrólewskiego. Dziwnym trafem wszystkie możliwe wybory wygrała jedna słuszna opcja, a to co pozostało ze Starych Kiejkutów od razu próbowało wejść w łaski, czyli używając stwierdzenia Stanisława Michalkiewicza wbić się do grona „naszych sukinsynów”. Gorzej z tymi, którym się nie udało i zakwalifikowali się do „sukinsynów jakiś takich nie naszych”. Jest to tym bardziej dziwne, że zagrożoną demokrację, przez Wicekrólestwo chciał wyzwalać nasz największy bohater, za pomocą osobistego prestiżu i wjazdu tryumfalnego na biały koniu i to na skutek powrotu z zasłużonej emerytury. Szkoda tylko, że uderzył w „naszych sukinsynów”, którym generał powierzył tajemnicę gustownej szafy marki „Czesław”, a to z pewnością spowodowało gniew Gnoma w dalszej kolejności.
Ale jeszcze jedna rzecz jest istotniejsza. Nie wiemy co jest w innych opasłych tomiskach i ilu jeszcze LOLkoBOLKÓW one identyfikują. Dziwi mnie wielkie zainteresowanie, a szczególnie głosy na prawicy, które liczą na to, że zostaną ujawnione ciekawe informacje, które przecież generał nam tak skąpo odmierzał. O wielkich Gęgaczach – bohaterach narodu. Więc dlaczego cała ta akcja jest przeprowadzona co najmniej dziwnie i podobnie do tych, które z historii już znamy?

[hr]
Kiedyś przez przypadek (może by wyhaczyć coś na temat boskiego Antoniego) dokładnie badałem historię okrągłego stołu, a szczególnie tych osób, które na forum nie siedziały ale uczestniczyły w pracach zespołów, szczególnie ze strony owej „kryształowej” opozycji. I pomimo, że wśród głównych uczestników obrad plenarnych czyli tzw. szych gęgaczych brak istotnych dla dzisiejszej już polityki nazwisk, to w zespołach pojawiają się m.in. Lech i Jarosław Kaczyńscy.
Wczoraj zabezpieczono kilka opasłych (czyt. pełnych) tomisk. Dziś na fb znalazłem to zdjęcie zapewne wyszukane przez użytkownika dla samej frajdy naigrywania się z polityków.
Dobranoc.

[hr]

 

Masz coś do powiedzenia:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*